szumy na tanwii
13

Lniana męska koszula

Macie czasem tak, że bardzo chcecie coś uszyć, ale odczuwacie jakąś blokadę i zwlekacie z tym ile możecie? Mnie się to czasem zdarza. Tak było z tą koszulą, którą Krzysztof zamówił sobie ponad rok temu. Zamarzyła mu się taka prosta, lniana chłopska koszula. Z lekkimi obawami obiecałam mu taką uszyć, a taka już moja natura, że jak coś obiecam, to staram się tego dotrzymać, za godzinę, za tydzień, za miesiąc, czy za rok. W tym wypadku padło na to ostatnie. Choć ogromny kawał lnu z bawełną kupiłam już w wakacje 2016, to przez większość czasu wykorzystywałam go albo tło do zdjęć, albo jako płachtę. Dopiero całkiem udany eksperyment z męską bluzą sprawił, że przestałam się bać szycia dla Krzysztofa. Choć koszula zdawała się być znacznie trudniejszym przedsięwzięciem, bo nie miałam na nią wykroju, tylko szyłam na podstawie innej, starej i pociętej na kawałki. Druga sprawa, dzianina wiele wybaczy, a tkanina jednak musi być dopieszczona, żeby dobrze wyglądać. Ale jako że w tym roku postanowiłam więcej działać, a mniej się bać, zgodnie z hasłem „fake it till you make it” złapałam za metr i nożyce. Bo jeśli nie spróbuję, to się nigdy nie nauczę.

Zapięcie polo szyłam już drugi raz (pierwszy w bluzce, która poszła do kosza z resztkami, bo tak źle leżała i nie było czego pokazywać), więc całkiem sprawnie i elegancko sobie z nim poradziłam. Większość szwów jest zrobiona ściegiem francuskim, żeby wyglądało elegancko. I tutaj rada – nie szyjcie ściegiem francuskim przed przymiarką, bo i tak potem trzeba to będzie pruć 😉 Niby to logiczne, ale jak już się wkręciłam w szycie, to chciałam wszystko zrobić elegancko. Więc potem dodałam sobie roboty. Pierwsza przymiarka wprawiła mnie w lekką rozpacz, bo wszystko wisiało smętnie, zwijało się, było zbyt duże. Nie pokazałam nic po sobie, tylko chwyciłam za szpilki, pozaznaczałam gdzie trzeba było i odłożyłam koszulę na chwilę, żeby mi się humor poprawił.

Po koniecznym pruciu, docinaniu i ponownym zszywaniu koszula przestała przypominać bezkształtny worek i druga przymiarka była już tylko przyjemnością. Odrobinę zmęczyła mnie stójka, która nie jest moim ulubionym elementem do wszywania, ale już wykonywanie dziurek na guziki było cudowne – tego kto wymyślił stopkę do automatycznego ich obszywania chciałabym serdecznie uściskać. Guziki też wybrałam bardzo ładne.

Jak więc się udał eksperyment z szyciem na podstawie innego ubrania? Gdybym już na wstępie nie dodała zbyt wielu centymetrów, żeby trochę poluzować koszulę byłoby z nią trochę szybciej. Wiedziałam też, że wszelkie moje błędy zmaterializują się na podkroju pachy i główce rękawa. I faktycznie tak jest, rękaw trochę się ciągnie i marszczy, ale w takim stopniu, że nie wygląda to źle. Jak to mawia moja mama: „głupi nie zauważy, a mądremu nic do tego”.

Najważniejsze dla mnie jest, ż Krzysztof jest z niej zadowolony, co sprawia, że mam ochotę szyć kolejne męskie rzeczy. W głowie kiełkuje mi pomysł na kolejną bluzę i na koszulę, tym razem z wykroju, który poleciła mi koleżanka (dzięki Ola!). Szkoda, że nadal tych męskich wykrojów jest jak na lekarstwo i trzeba kombinować.

A Wy szyjecie męskie rzeczy? Wasi partnerzy są chętni, żeby w nich chodzić?

Informacje

Materiał: mieszanka lnu i bawełny, ok. 1,7 metra
Wykrój: na podstawie starej koszuli

 

Zdjęcia wykonała wspaniała Joanna Sztompka na Szumach na Tanwii – i Asię i tę lokalizację serdecznie polecam 🙂

Lniana koszula zbliżenie zapięcie lnianej koszuli widok koszuli od tyłu


Facebook By Weblizar Powered By Weblizar
Sukienka hiszpanka
4 fakty o mnie na 4. urodziny bloga