maxi sukienka
12

Lady in red is dancing with me

Zaczęło się tak, jak zazwyczaj, na przystanku. Bo w oczekiwaniu na autobus przyglądam się ludziom i ich ubraniom. Inspiruje mnie to znacznie bardziej niż przeglądanie Pinteresta czy ofert sklepów odzieżowych. Zdarza mi się, że ubrania innych mnie tak urzekają, że postanawiam je mieć. Tak było ze spódnicą midi, tak było ze swetrem wyciętym na plecach. Tym razem zobaczyłam kobietę w asymetrycznej długiej sukience zmarszczonej z jednego boku. Materiał był lejący się, przez co doskonale opływał sylwetkę. Strzelałam, że to wiskozowa dzianina.

Stwierdziłam, że to jest to, że takiej sukienki jeszcze nie mam. Lepiej, że taką sukienkę można zrobić z prostej maxi, którą tylko podepnie się agrafkami. I oprócz tego sposobu noszenia będzie ich jeszcze kilka. Długo zastanawiałam się nad kolorem, bo wzory odpadały od razu – nie za dobrze się w nich czuję. Po namyśle zdecydowałam, że kolejna (pewnie szósta) czerwona sukienka to doskonały pomysł 😉 Kupiłam olbrzymi kawał milutkiej wiskozowej bawełny, która gniecie się od samego patrzenia na nią. Chciałam, żeby była prosta, długa i nie jakoś bardzo obcisła. Za wykrój posłużył mi jeden z ulubionych podkoszulków. Potem zostało tylko przeszyć 4 szwy, podłożyć dół, rękawy, wszyć plisę w dekolt i śmigać w nowej kiecce.

Ostatnie rzeczy wykańczałam w nocy przed wakacyjnym wyjazdem do Budapesztu, dlatego ostatecznie gumki, która powodowała asymetrię nie wszyłam. Zapowiadał się upalny czas, a ja bardzo chciałam spróbować, czy to prawda, że wiskoza tak doskonale się wtedy sprawdza. Zwisające nitki obcinałam już będąc na miejscu, a w torebce na wszelki wypadek leżała czerwona nić i igła. Sukienkę zdecydowałam się zestawić z podkreślającym talię białym paskiem, dzięki któremu można ją też zmienić w zupełnie inny ciuch – zobaczcie tylko zdjęcia. Jestem ciekawa, czy marszczenia podpięte agrafkami dobrze by się trzymały. Agrafki też czekały w torbie, ale cały dzień z zagrożeniem w postaci metalu wbijającego się w ciało mnie nie pociągał. Dlatego, gdy mi się znudzi maxi, to dodam gumkę w szew boczny i będę miała zupełnie inną sukienkę.

Muszę przyznać, że noszenie maxi, to dla mnie coś zupełnie nowego. Do tej pory mnie nie przekonywały, bo jestem niewysoka i miałam wrażenie, że będę wyglądać na jeszcze mniejszą. Ostatecznie muszę przyznać, że nie jest tak źle. Z butami na obcasie na pewno będzie jeszcze lepiej. Oprócz tego wiskoza bardzo fajnie się sprawdziła podczas upałów. A chodzenie w długiej czerwonej kiecce po mieście sprawiło, że czułam się dostojnie. W końcu podnoszenie brzegu sukienki przy wchodzeniu po schodach, czy przy wsiadaniu do autobusu to nie jest dla mnie codzienność. Swoje też dołożył mój Fotograf, który przez cały czas nucił „Lady in red” 🙂 Macie jakieś ubrania, które kojarzą Wam się z piosenkami?

maxi czerwona maxi czerwona sukienka czerwona podwinięta sukienka

I na deser wspomniana ,,Lady in red”


Facebook By Weblizar Powered By Weblizar
Blogomania + Polecane wpisy V
Nieszczęsna kamizelka