9

Jak szyć, gdy nie ma na to czasu

Brak czasu – to schorzenie, które nas wszystkich dotyka. Doba kurczy się, a zadań i obowiązków przybywa. Trudno w to zmieścić jeszcze hobby, zwłaszcza tak czasochłonne jak szycie. Zazdroszczę strasznie kobietom, które piszą, że wstały rano i przed pracą uszyły sobie sukienkę czy bluzkę. Zazdroszczę umiejętności i wprawy. Jednak są to wyjątki (Anetta czy Beata), torpedy blogosfery, które non stop publikują, szyją modele z najnowszych Burd, podczas gdy ja zaznaczam kolejne fajne wykroje i wrzucam gazetę na półkę.

Jak więc mimo wszystko wykroić (hihihi, łapiecie, wykroić ;)) czas na szycie? Doszłam już do kilku sposobów:

  1. Nie robię z szycia obowiązku

Szyję dla siebie, amatorsko, dlatego nie muszę się przejmować klientami i terminami. Sama narzucam sobie jakieś ramy czasowe, ale przecież nie ma tragedii, jeśli się nie wyrobię. Nawet prowadzenie bloga i potrzeba regularności nie zmuszają mnie do szycia. Chcę się tym cieszyć, czerpać z tego przyjemność, a nie odczuwać presję zmieniać tego w obowiązek. Nic nie muszę wszystko mogę!

  1. Podział na małe etapy

Metoda znana z zarządzania czasem – wielkie projekty dzieli się na realistyczne małe zadania. W końcu działanie pt. „Przekopiuj wykrój” brzmi bardziej zachęcająco niż „Uszyj sukienkę”. Zajmuje też zdecydowanie mniej czasu. Stosuję tę metodę od dawna – jednego dnia kopiuję wykrój, drugiego wycinam elementy z tkaniny, potem szyję też dzieląc na etapy, to znaczy – zszywam wszystkie szwy, które można wykonać bez przerwy na prasowanie. Potem hurtowo rozprasowuję co trzeba, itd. Wiadomo, że w taki sposób szyje się wolno, ale się szyje. Oprócz tego zauważyłam, że jestem wtedy znacznie staranniejsza i precyzyjna i robię mniej dziwnych, głupich błędów.

brak czasu na szycie z burdy

  1. Szycie wszystkich rzeczy, do których potrzeba danej igły/nitki.

Nie wiem jak Wy, ale dla mnie zmiana koloru nici, nawlekanie, wymiana złamanej igły, to rzeczy strasznie nużące i zniechęcające do szycia. Jakaś taka wewnętrzna awersja. Dlatego tak długo jak się da, to szyję tym samym zestawem. Na przykład mam na tapecie białą koszulę z tkaniny, w kolejce czeka zielona sukienka, dzianinowa spódnica i białe prześcieradła, to wiadomo, że zajmę się najpierw prześcieradłami, bo nie będę musiała nic zmieniać. Potem zapewne sukienka, bo potrzeba do niej tylko innego koloru nici, a na koniec dzianina – bo tu już trzeba zmienić też igłę. Dla jeszcze większych leniów jest sposób Joulenki – używanie szarych nici do większości uszytków. Mnie to zazwyczaj nie urządza, bo lubię nasycone kolory, zwłaszcza czerwienie.

  1. Stosowanie sprawdzonych wykrojów

Na dłuższą metę to podejście może być nudne, ale posiadanie takich bazowych pewniaków, które możemy dowolnie modyfikować zdecydowanie ułatwia pracę. Ja mam taki wykrój na górę sukienki z papavero, z którego powstały już 4 sukienki i żadna nie jest taka jak inne. Oczywiście mam chrapkę też na inne modele, dlatego, żeby oszczędzić sobie przeróbek wnikliwie analizuję wykrój, szukam jego słabych punktów, porównuję z moimi pewniakami. Czasem się uda uniknąć kłopotów, czasem nie, ale z każdej pomyłki można się czegoś nauczyć.

akcesoria do szycia

  1. Przygotowanie sobie wszystkich potrzebnych elementów przed szyciem

Ileż to ja razy zaczynałam szycie bez zebranych guzików, zamków, gumek. Oczywiście w szyciu dochodziłam do krytycznego momentu, w którym nie da się iść dalej bez tych elementów i ubranie lądowało na kupce do skończenia. I zanim dokupiłam zamek, czy guziki, pokrywało się kurzem, a nawet przestawało być potrzebne, bo zmieniła się pora roku. Dlatego gdy jestem w pasmanterii staram się pomyśleć o moich szyciowych pomysłach do przodu i wyposażyć się od razu na kilka uszytków do przodu.

  1. Działaj, a nie inspiruj się

Inspiracja jest dobra, nowe świeże pomysły są potrzebne, ale kiedy spędzamy godziny na przeglądaniu blogów, pinteresta, sklepów z materiałami, to robimy sobie krzywdę. Nasza głowa chce eksplodować od nadmiaru modeli, a nic z tego nie przenosi się na rzeczywistość. Z ręką na sercu powiem, że przez ten czas, który poświęciłam na przeglądanie internetu, spokojnie mogłabym kilka rzeczy uszyć. To, że najpewniej obudziłabym wtedy domowników to tylko wymówka 😉

 

A jak Wy dajecie sobie radę z rozciąganiem doby? Jak łączycie tak wiele zadań i ról (praca, dzieci, dom, szycie)?

zegarek pod maszyną
W trakcie wykonywania zdjęć nie ucierpiał żaden zegarek.

 


Facebook By Weblizar Powered By Weblizar
Denimowa kaktusowa mini
Sukienka hiszpanka
  • Jak robić cokolwiek nie mając na nic czasu? Jak znaleźć czas na pasję… Oto jest pytanie 🙂 Ale co racja to racja, jak się człowiek zmusza to nic z tego nie wychodzi. Najlepiej wychodzą rzeczy robione dla przyjemności 🙂

    • I co się stało niedługo po tym jak opublikowałam ten wpis? Zaczęłam szyć po kilkutygodniowym przestoju 🙂

  • Widzę, że nie tylko ja cierpię na brak czasu i (często) energii do szycia. I wszystkie Twoje punkty są również moimi sposobami. Z naciskiem na pierwszy – chwilę mi zajęło zanim to do mnie dotarło. No i przestałam się z sobą ścigać – wolę jeden projekt ściubolić po troszku długo, ale uszyć coś fajnego, niż po raz kolejny szyć dzianinową sukienkę, w której i tak nie za bardzo bym chodziła.

    • No racja, taki dopracowany, dopieszczony projekt daje też zdecydowanie więcej radości 🙂 Dla mnie to by mogła być dresowa sukienka, bo ostatnio maniakalnie w nich chodzę 😉

  • Cześć,
    Chyba najważniejsza jest pierwsza rada. Szyć dla przyjemności jest najfajniej. Człowiek robi to, bo lubi i tyle. Dziś jestem zmęczona – nie szyję. Następnego dnia mam chwilę i energię – bawię się wraz z maszyną. I życie od razu jest piękniejsze 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Czasem też warto spróbować uszyć coś innego, zostawić rzecz, która nas blokuje. Tak miałam ostatnio, zostawiłam bluzkę, która mi nie sprawiała przyjemności i szyję dresy

      • O to to to. Bardzo często tak robię. Niektóre rzeczy muszą swoje odlezec zanim zostaną uszyte.
        Pozdrawiam,
        Kasia

  • ThimbleLady

    Oj tak cierpię na to samo – chroniczny brak czasu. Staram się nie zapominać o tym, że szycie to ma być moje chobby a nie nieprzyjemny obowiazek. Wiele lat temu tak się wyesploatowałam przy maszynie, że przyjaźń z nią zawiesiłam na bardzo długi czas. Tak minie to zmęczyło, że w tym czasie zdarzyło mi się korzystać z usług szyjącej koleżanki. Dziś staram sie to robić dla przyjeności.

    • Staram się zawsze pamiętać o tym, że szycie ma mi sprawiać przyjemność, że jeśli mnie frustruje, to coś jest nie tak i powinnam się nad tym zastanowić. Lepiej sobie od czegoś zrobić przerwę, a nie czuć się przytłoczoną