0

Czerwona bluzka z falbaną i wiązaniem

Słyszeliście o slow sewing? O poświęcaniu czasu i uwagi szytej rzeczy? Mogłabym udawać, że w taki sposób powstawała ta bluzka. Mogłabym powiedzieć, że z jej szycia uczyniłam swoistą medytację, ćwiczenie cierpliwości, uważności i spokoju. Ale nie do końca tak było. Co nie zmienia faktu, że od momentu kupienia materiału do pierwszego wyjścia w gotowej bluzce minęły jakieś dwa lata.

Kolejność działań w tym przypadku była dość dziwna jak na mnie. Najpierw kupiłam materiał bez konkretnego przeznaczenia, czego staram się nie robić, bo to najprostsza droga do potężnego składziku materiałów. A może i pomysł na nią był, ale przez mijające miesiące gdzieś się zgubił? Potem w Burdzie zobaczyłam tę bluzkę. Akurat w momencie, gdy szalałam na punkcie wiązań pod szyją (co można zobaczyć w moich zeszłorocznych koszulach: niebieskiejw kropki). Lekki wiskozowy batyst wydawał się na nią idealny. Po jakimś czasie ją skroiłam i zaczęłam szyć według instrukcji. Szybko poczułam, że łatwo tu nie będzie, bo materiał wił się i kręcił pod igłą, bo falbana się rolowała i naciągała we wszystkie strony, bo powieliłam błąd Natalii i przeszyłam przód szwem francuskim, co zupełnie go psuło. Szczytem wszystkiego było wszycie rękawków tyłem do przodu. Ta męczarnia zajęła mi większość upalnego lata i wizja skończenia bluzki na jesień mi się nie uśmiechała. Wylądowała więc w pudle i znalazła się na liście rzeczy do skończenia.

Zwariowane i mocno obciążające maj i czerwiec spowodowały u mnie takie zmęczenie psychiczne, że musiałam coś zrobić, żeby się odstresować. A co jest lepsze niż uprawianie swojego ukochanego hobby, od którego miało się kilkumiesięczną przerwę? Do tego doszły upalne temperatury i wizja bluzki poprawiała humor. Sięgnęłam więc po nią do pudła, sprułam wszystko, co powstało do tej pory i ruszyłam z szyciem. Wypróbowałam przy nim nową stopkę do wąskiego podwijania – jest świetna, o ile na jej drodze nie pojawi się szew. Dlatego na podwinięciu u dołu musiałam trochę popracować, bo potrafiła nawet zrobić dziurki w materiale (!). Ale zdecydowanie ułatwia szycie z lekkich tkanin. Oprócz tego dużo prułam. W zasadzie każdy szew co najmniej raz. Bo najpierw uszyłam całość szerokim szwem francuskim, co zmniejszyło ją o rozmiar. Znowu prułam. Potem szew przodu się zmarszczył. Znowu prułam. Rękawek za bardzo odstawał z tyłu. Znowu prułam. Aż dziw bierze, że coś jeszcze z tego materiału zostało. Nie wiem, jakim cudem miałam w sobie tyle cierpliwości, żeby nie rzucić jej znowu w kąt i obrazić się na wieki. Nie mam pojęcia skąd we mnie tyle wytrzymałości. Załóżmy, że dojrzałam do takiej mozolnej pracy. Jedyne miejsce, którego nie sprułam i mogłoby wyglądać lepiej, to szew rękawków, szew francuski trochę się marszczy. No i wiskozowy batyst to nie jest materiał dla perfekcjonistek, mnie się od patrzenia na niego. Jak dobrze, że do perfekcjonistki mi daleko 😉

Bluzka jest świetna, bardzo lekka, idealna na lato. I chyba jest jedną z niewielu rzeczy u mnie w szafie, które wpisują się w falbaniastą modę. Kto wie, może się z nią polubię i zacznę je nosić, jak już przestaną być en vogue? Czyli jak zazwyczaj w moim przypadku 😉

A co tam u Was słychać? Mam nadzieję, że żadne ubranie Was tak nie zmęczyło, jak mnie ta bluzka 🙂

Informacje

Model: Burda 5/2017 model 109A

Materiał: 1,5 metra wiskozowego batystu

bluzka z falbanką falbanabluzka bokiem tył bluzki


Facebook By Weblizar Powered By Weblizar

Torba w róże
Torba na matę do jogi - tutorial