11

Bullet Journal, czyli jak ogarniam życie

Od zawsze uwielbiałam piękne zeszyty i kalendarze. W podstawówce potrafiłam prowadzić po 2-3 na raz, po czym odrzucać każdy po tygodniu, czy miesiącu. Z biegiem czasu zapisywanie sobie zadań stało się nieodzowne. Nie wiem, jak przeszłabym liceum, maturę i studia inżynierskie, gdyby nie moje rozpiski, co kiedy mam zrobić, czego uczyć się każdego dnia, jakie są terminy. Z tego powodu przez cały ten czas towarzyszyły mi kalendarze, karteczki, listy, rozpiski – generalnie mnóstwo papieru w dość dużym rozgardiaszu. Z kalendarzy też nie zawsze byłam zadowolona, bo albo miały miejsca za mało, albo za dużo, albo za grubą okładkę, albo znowu były zbyt wiotkie. Nie dało się mi dogodzić. Dlatego, gdy pierwszy raz usłyszałam o Bullet Journal – planerze, który sami dostosowujemy do swoich potrzeb, stwierdziłam, że jak mogłam na to nie wpaść.

Zainteresowanych początkami BuJo odsyłam na stronę jego twórcy i do naszej polskiej specjalistki Kasi z Worqshop (blog Kasi polecam Wam nie tylko ze względu na BuJo, inspiruje mnie niesamowicie i wprowadził wiele pozytywnych zmian w moim życiu).

W BuJo urzekła mnie przede wszystkim prostota i minimalizm. Wiem, że dla wielu jest to miejsce do kreatywnego wyżycia się, ich zeszyty są pełne rysunków, ale to nie dla mnie. Oczywiście, staram się zachować estetykę, żeby miło mi się z niego korzystało i gdy się nudzę, to potrafię coś poozdabiać, ale nie jest to dla mnie priorytetem. Najważniejsze jest dla mnie to, że wreszcie mam wszystko w jednym miejscu. Nie na milionie karteczek, których zapominam ze sobą zabrać, nie w kilku aplikacjach, do których potrzebuję internetu. BuJo mam zawsze ze sobą i mogę w nim wszystko zapisać zanim uruchomi mi się notatnik na telefonie 😉

W BuJo mam wszystko – pomysły na wpisy na blogu, pomysły na prezenty (ile to już razy miałam genialny pomysł na podarunek, który potem wyparował), listę ciekawych książek do przeczytania, habit trackery – wspaniała sposób na sprawdzanie realizacji swoich postanowień, bo głupio tak zostawić pustą kratkę. Mam też oczywiście kalendarz, miejsce na zapiski na każdy dzień. I powiem Wam, że doskonale mi się to sprawdza. Zaczęłam teraz nowy zeszyt, tym razem w kropki, jak w oryginale. Poprzedni to zwykły notes reklamowy, wykorzystałam go do samego końca przez pół roku. A piszę Wam o BuJo dopiero teraz, bo chciałam mieć pewność, że to godny polecenia system. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to świetny sposób na wspomaganie organizacji życia. Znajduję tylko jedną wadę – nie mogę kupić żadnego z tym pięknych planerów, a podobają mi się wszystkie 😉

A Wy słyszałyście już o BuJo? Czy wolicie tradycyjne kalendarze i planery?

PS. Ostatnio trochę mniej o szyciu, ale nie martwcie się zamierzam niedługo wrócić do pełnego blogowania z nową energią i świeżymi pomysłami 🙂

bujo-min bujo-strona1-min bujo-strona2-min bujo-styczen-min dwa-bujo-minstare-bujo-min


 

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar
Męski debiut - bluza dresowa
Śmieszne miny Uszytej - podsumowanie roku